czwartek, 2 stycznia 2014

Ale meta...!

Pisząc Resume AD 2013 i wspominając tam o historii alternatywnej napomknąłem z głupia frant o anielskich hełmach-aureolach. I już dziś, dzień później – jak się tego powinienem w sumie spodziewać – natknąłem się na kontrę (wiecie, druga strona medalu, kij ma dwa końce, akcja - reakcja itp):
U ludzi duchowo wysoko rozwiniętych górne czakry wytwarzają takie pola, że wokół głowy daje się zaobserwować świecenie. To, co widzimy na ikonach, to są właśnie owe pola. Wszystko, co świeci to pola torsyjne. Tak więc światło duchowe to rzeczywistość fizyczna.

Będąc nadal w duchu noworocznych życzeń i postanowień, zapraszam do lektury całości cytowanego tekstu. Mam nadzieję, że będzie on pewną  inspiracją lub chociaż uspokojeniem rozgorączkowanych głów („głów niecierpliwych i głodnych prawdy”). A wprowadzeniem do zaprezentowanych tu fragmentów wywiadu z fizykiem, Gennadijem Szypowem, niech będzie motto - wstęp z zupełnie innego bieguna ludzkiego rozumowania – teologii:
(...) Wezwanie «poznaj samego siebie», wyryte na architrawie świątyni w Delfach, stanowi świadectwo fundamentalnej prawdy, którą winien uznawać za najwyższą zasadę każdy człowiek, określając się pośród całego stworzenia właśnie jako «człowiek», czyli ten, kto «zna samego siebie».
Wystarczy zresztą przyjrzeć się choćby pobieżnie dziejom starożytnym, aby dostrzec wyraźnie, jak w różnych częściach świata, gdzie rozwijały się różne kultury, ludzie równocześnie zaczynali stawiać sobie podstawowe pytania towarzyszące całej ludzkiej egzystencji: Kim jestem? Skąd przychodzę i dokąd zmierzam? Dlaczego istnieje zło? Co czeka mnie po tym życiu? Pytania te są obecne w świętych pismach Izraela, znajdujemy je w Wedach, jak również w Awestach; spotykamy je w pismach Konfucjusza czy Lao-Tse, w przepowiadaniu Tirthankhary i Buddy; są obecne w poematach Homera czy w tragediach Eurypidesa i Sofoklesa, podobnie jak w pismach filozoficznych Platona i Arystotelesa. Wspólnym źródłem tych pytań jest potrzeba sensu, którą człowiek od początku bardzo mocno odczuwa w swoim sercu: od odpowiedzi na te pytania zależy bowiem, jaki kierunek winien nadać własnemu życiu.

Fragment 1 – inspiracja, natchnienie, objawienie

„(...) Klasycy w nauce opierają się na odkryciach i badaniach wszystkich genialnych, utalentowanych uczonych, którzy byli przed nimi. Ten, którego w przyszłości uzna się za klasyka nauki, uogólnia dokonania swoich poprzedników, zamyka je i stawia kropkę. Tak też było z Einsteinem, tak było z Newtonem, i z innymi. Czynili podsumowanie i stawiali kropkę, czyniąc tamte dokonania punktem wyjścia dla siebie i swoich badań (...)
Myślę, że w odróżnieniu od uczonego, każdy ezoteryk mógłby objaśnić ten proces. Powinniśmy uświadomić sobie, że jeśli jakiś uczony wpadł na jakąś myśl, znaczy to, że pozwolono mu uzyskać tę wiedzę. I jeżeli jakieś naukowe odkrycia swoim pojawieniem się sprawiają kłopot, oznacza to, że albo teraz nie będzie możliwości ich zrozumieć, albo że ta wiedza jest dla ludzkości przedwczesna.”

Fragment 2 – Idea, Boska Matryca, Duch Święty

„(...) jest to rodzaj Superświadomości, jakby część Boskiej obecności. W tym Banku Danych zgromadzone są wszystkie prawa, relacje, normy, kierunki, co wiadome jest wcześniej i przeznaczone dla wszystkich czasów.
Kilka lat temu angielski fizyk teoretyk, Robert Penrose, opublikował książkę zatytułowaną Nowe myślenie cesarza. W tej pracy przeanalizował, skąd przychodzi nowa wiedza. Analiza ta dokonana została z pozycji współczesnej matematyki i fizyki. Wniosek, do jakiego doszedł był zupełnie nieprawdopodobny dla takiego człowieka, jak on. Penrose zauważył: zrozumieć, skąd się bierze nowa wiedza - same twierdzenia i prawa możemy tylko w tym przypadku, jeśli założymy, że istnieje Bank Danych, gdzie zebrane są wszystkie wiadomości w pełnym zakresie i o wszystkim. Pozostaje tylko niezrozumiałe, jak, w jaki sposób, ta wiedza dostaje się do umysłów uczonych.”

Fragment 3 – Milość i inne zjawiska fizyki kwantowej

„(...) Nie mamy żadnych wskazań ani metod, ażeby powiedzieć, co konkretnie rodzi Absolut, jakimi wartościami dysponuje Bóg - fizyka o tym nie mówi. Możemy jedynie a priori wyposażyć Absolutne Nic, czyli Absolutne Wszystko (przypomnę, że "nic" oznacza brak energii, brak materii, a "wszystko" oznacza nieskończoną informację) w superświadomość, nieskończone zdolności twórcze i - miłość. Jedyne bowiem, co motywuje Absolutne Nic-Absolutne Wszystko do działania jest miłość. Ktoś, kto posiada nieskończone zdolności twórcze, superświadomość i motywowany jest miłością nie może być zły - gdyby był, niczego by nie tworzył. Tak więc podstawowa siła stwórcza działająca we wszechświecie to miłość. Zło to niszczenie, nie tworzenie. Tyle może powiedzieć nauka. Reszta jest sprawą religii.”

Podsumowanie

Zakładając, że istotnie Klasycy w nauce opierają się na odkryciach i badaniach wszystkich genialnych, utalentowanych uczonych, którzy byli przed nimi...” wynika, iż przebłysk geniuszu, czy objawienie pojawiają się, gdy zsynchronizują sie energie ludzka i kosmiczna.
W takim rozumieniu „tworzyli” Platon, Newton, Einstein, Homer, Da Vinci, Beethoven, Lao-Tse, Konfucjusz, Buddha, Jezus oraz wszyscy inni uznani za cudownych naukowcy, wynalazcy, artyści, mistycy i Ludzie Boży.
A co z Darwinem? – spyta ktoś zaczepnie. Cała współczesna nauka historii naturalnej opiera się przecież na nim. Cóż, być może i jego teoria jest jedynie pewnym podsumowaniem czekającym kontynuatora. Nie wierzchołkiem drzewa życia, lecz słojem w jego pniu. Tylko zamknięte umysły bronią jego teorii ewolucji w klaustrofobicznym znaczeniu jej „skończoności”. Ale zgodnie z tą samą teorią – przeminą na drodze opisywanej w niej naturalnej selekcji, gdyż następnym krokiem po ewolucji materii (ciała) do intelektu, jest ewolucja od intelektu do ducha i energii.

Śni się nam Metanauka, gdzie spotyka się nauka, sztuka i religia... Ale meta! A może dopiero start?



środa, 1 stycznia 2014

Resume A.D. 2013

Nie używam bloga tak często, jak bym tego chciał. Może nie rozumiem jego zadania i celu? Czasy pamiętników minęły (przynajmniej w moim przypadku) więc albo zarzucę zupełnie te formę chwytania czasu i myśli, albo wrócę właśnie do jakiegoś rygoru – łapania obserwacji własnych olśnień i zużyć. 

Na co mi Wahadło? Na co komukolwiek zwierzenia-uzewnętrznienia? W moim przypadku pewnie dla higieny psychicznej. Jedni dzielą się błyskotliwymi pomysłami, celnymi analizami, lub chociaż dowcipami, a mnie potrzeba chyba pisania dla umiejscowienia siebie nie tyle w świecie, co we własnym quasi-świecie, gdzie cztery katy i piec piąty.

Leżę na kanapie i gapię się przez okno (nie)mego mieszkania w niderlandzkim Voorburgu. Ostatni dzień roku minął niczym kalka poprzedniego. Dziś widok taki sam jak rok temu – wielkie okno daje jedynie poczucie przestrzeni. Tyle, że to złudne jak w akwarium. Czy skorzystałem z przestrzeni w tym minionym czasie? Byłem gdzie ciałem? Może choć duchem?

Niezmiennie tkwię w swoistym szachowym pacie: król jest nagi, więc nie ma sensu pisać o sobie i swoja gołą dupą naprzykrzać się innym, jak to robią miliony fejzbukowiczy, choć jednocześnie to też błazen, który chce błaznować wiec potrzebuje publiki, by od czasu do czasu ktoś mu przyklasnął.

Więc czego wstydzi się król w minionym roku?

Braku silnej woli, upadku kondycji fizycznej, nadużywania alkoholu i bicia piany bez celu. Nadmiaru polskiej posępności i malkontenctwa. Poczucia wstydu i utracenia umiejętności dobrej zabawy. Zaniku zdolności przewidywania i planowania. Wciągania osób w swoje rojenia i zaangażowania i nadużywania ich zaufania. Zasypania pomysłu na muszle z Morza Północnego oraz zamrożenia pisania... 

Czym chełpi się błazen?
  • Stracił pracę, założył firmę, znalazł kolejna pracę, rozwiązał firmę. Firma nigdy nie działała. Wydał tylko 2-3 setki na ulotki, pieczątki i stronki. Słowem – klapa. Ale jakby nie spróbował, to by się do końca życia szarpał i zaklinał jaki to z niego biznesmen, że musi spróbować, bo ma super plan i pomysł i na pewno za rok już będzie notowany na tokijskiej giełdzie. A jak nie to zniesie jajo. Nie dla niego to jednak – błazen wykonuje polecenia i zabawia mecenat. Nie jest zdolny do bycia aktorem i impresario jednocześnie. Co innego stać i zabawiać (lub choć stać jak ten kołek), a co innego gawiedź spraszać. Jest typem niewolniczym – za wikt i opierunek będzie klaskał jak mu zagrają. To jego wolność – po przedstawieniu pozbierać zabawki, umyć osmaloną skakaniem przez płonące poręcze czaszkę i wyłączyć się z głównego nurtu zamkowego życia. Więc czym się chełpi? Ano tym, że się nie dał i spróbował.
  • Zagrał w prawdziwym teatrze, grupa się spisała, on nie nawalił choć mógł w roli głównej) więc dwa razy pełna sala, brawa i gratulacje i już proszą o bis...
  • Podróże małe i duże: pierwsze wczasy zagraniczne, Grecja, Kos – do dziś gęba mu się śmieje na myśl o smaku ouzo z lodem w jasny i gorący dzień, gdy turkusowe morze takie twarde od kamienistych plaż a jednak niesie kołysząc go w akwalungu. Nieznane cykady, wybrzeże Turcji za oknem, Wielki Wóz jeszcze większy a palmy wcale nie takie dzikie.
  • Za sprawą kilku lektur n.t. alternatywnej historii świata przeszedł sporą rewolucję stając się w ciągu tego roku zdecydowanym kreacjonistą, powątpiewając w 'zdobycze' darwinizmu. Holistyczne rozumienie rzeczywistości jest tak trudne jak słuszne. Jego psycho-soma domaga się uznania obecności. Jego religia to bardziej szacunek Stwórcy w sensie fizycznym, a spirytualizm o tyle, o ile taka kreacja ex-nihilo wykracza poza znany nam świat fizyczny. Co jednak poza-ziemskie, nie znaczy, że żyjące tylko w drżeniu duszy. Aureole świętych jak hełmy tlenowe...

I tyle. To nie rok był krótki, to ja jestem jak na jałowym biegu. A może jestem ofiarą czasów – które każą gonić i dokonywać coraz to nowych transgresji a za słabość mają sjestę i regres senny jak spowiedź czy czas na naładowanie baterii.
Stąd chaotyczne w swej intencji to moje publiczne oświadczenie (jak Wam powiem na głos, a Wy mnie spytacie, to będzie mi łyso się wykręcać wiec może więcej uda mi się dotrzymać). Oto 7 postanowień na 2014 (ponieważ 2+0+1+4 = 7):
1.       pić mniej alkoholu (ograniczyć do t.zw. okazji, których i tak przecież – nie oszukujmy się - nigdy nie brak)
2.       w miesiącu zaliczyć choć raz basen, ściankę, siłkę i saunę
3.       spróbować flamenco, a jak się nie uda...
4.       zapisać się na lekcje śpiewu (przydatne do p. 5.)
5.       zrobić przekład do projektu Top 10 NL (do ewentualnego własnego wykonania, jak w p.4)

Nie za dużo, lepiej trochę ale solidnie niż znowu się zapętlić, jak ze Szkołą Polską w Hadze, z której musiałem zrezygnować, bo najważniejsze to, oczywiście p. 6 – wesoło i aktywnie spędzać każdą chwilę z moimi babeczkami, a kto wie może i (7) popracować nad po-Tomkiem.

Szczęśliwego!