poniedziałek, 7 kwietnia 2014

"Nadzy i martwi" inaczej

No i skończyło się! 
Projekt, który od roku zajmował siedmiorgu osobom całkiem spory wycinek większości tygodni (poza sezonem ogórkowym) oraz 15-ściorgu kilka dni na produkcje audio-video-świetliste i w momentach tuż-przed-produkcyjnych, zakończył się - mimo moich szczerych obaw - nie tylko bez zadyszki z niderlandzkim glutem w gardle (qua wymowa) ale i niezgorszym przyjęciem mieszanej polsko-holenderskiej publiczności.

Dopiero po tym holendersko-języcznym przedstawieniu dotarło do mnie, że faktycznie - wydarzyło się coś wyjątkowego, że jesteśmy częścią czegoś, czego w Hadze polonijnej nie było od czasów fali emigracji lat '60 i '70 (a może i wcale?), że staliśmy się jak ten drożdżak, przyczynkiem do tworzenia się pewnego nowego fermentu, który - jeśli pielęgnować go jak na obiecujący zakwas przystało -  może nie raz jeszcze wykipieć zaskakującą formą.

Daleki jestem od choćby prób pokracznej recenzji, gdyż po 'tamtej' stronie wszystko wygląda inaczej, jak również od peanów samouwielbienia. Nie mniej, niech inni się wypowiedzą:

A oto kilka słów komentarza od osób trzecich (wykradzione bez ich zgody oczywiście):

Grzegorz Bartos (AUTOR): "...jestem wzruszony, pod wrażeniem jakości produkcji, wyczynu językowego, świetnie się bawiłem na spektaklu, podczas sceny VIII (okradanie) poczułem się jak w thrillerze..."

Pan Waldemar Pankiw (członek zarządu PNKV, redaktor kwartalnika 'Biuletyn') napisał: "Chciałem pogratulować Paniom za świetne przedstawienie. Wersja NL według mnie bardzo się udała. Aktorzy spisali się doskonale. Kosztowało to zapewne dużo pracy, ale warto było. Polski akcent w wymowie dodał sztuce autentyczności. Publiczność reagowała na to co się działo na scenie. Był kontakt. To bardzo dobra akcja wystawić polską sztukę po holendersku. W ten sposób będzie można więcej powiedzieć o polskiej kulturze."

Anita (holenderska aktorka sceniczna i opiekunka językowa projektu): "To była imponująca prezentacja. Hołd dla autora, aktorów, reżyserów, załogi za kulisami! Między aktorami i publicznością była chemia! Widzowie reagowali w dobrych chwilach, powściągliwie w śmiechu i naciskająco ciszą. Tekst w języku niderlandzkim, nad którym zespół tak mocno pracował, dał dodatkowy efekt. (Praca nad wersją niderlandzką - ekspresja języka - była fascynującym i skomplikowanym procesem, w który byłam zaangażowana). Pokazany (polski) "Człowiek" wywrócił stereotyp również dzięki wciągającej, penetrującej jaźń bohatera projekcji filmowej. Podczas dyskusji po projekcji zarówno autor jak i obie reżyserki oraz sami aktorzy woleli nie wkraczać na tematykę stereotypów i rozmów około-politycznych. Przedstawienie mówiło jak najsurowiej o temacie relacji polsko-holenderskich w samej swojej istocie, czyli w formie teatralnej".

Słowem: poszło, ale nie mam wrażenia, żebym specjalnie karku naginał (więc nie odbieram tego, jakbym rękę do holenderskiej wersji "Krzyżaków' przyłożył...) Nie mniej jednak zaskakująco miło było mi się odnaleźć w tym innym świecie, gdzie "język nie-giętki, nie mówi nic, co pomyśli głowa..." a jednak daje się dosiąść i pocwałować w nieznaną siną dal. Więc wdzięczność dla całej grupy za pracę i świetną postawę do końca. I dzięki Reżyserkom Dwóm za zaufanie.

NADZY i MARTWI - NL zdjęcia
 

wtorek, 1 kwietnia 2014

Prima Aprilis we wsi Haga

W sobotę wsiadam do tramwaju z centrum Hagi do Vredereis Paleis przy Scheveningen. Patrzę a tu taki oto obrazek:

Miejsce siedzące - fot. autora

Wiec teraz, 1/04/2014, pomyślałem sobie, że to akuratny pomysł na słów kilka o tej liczącej nieco ponad 500 tysięcy mieszkańców stolicy, która pozostała wioską (jak podają różne źródła Haga stała się miastem dopiero w połowie 19 wieku a to znowu, że nigdy nie otrzymała oficjalnie praw miejskich). 
A co na to sami Hadzianie? Posłuchajmy:

"Vanouds werd de plaats Die Haghe of Den Hag(h)e genoemd. Vanaf het begin van de 17e eeuw gebruikte het stadsbestuur officieel de naam 's-Gravenhage, die deftiger klinkt en een samentrekking is van 'des Graven ha(a)ge' (waarschijnlijk werd het toen al opgevat als de Haag (= het bos) van de Graaf van Holland). De oude naam Den Haag bleef in de volksmond bestaan."

Trudne, he? God verdomme, wat een taal, tering, zeg! Ene kleine nachtmerie, już służę przekładem:

"Tradycyjnie, miejsce nazywano Die Haghe lub Den Hag (h) e. Od 17 wieku władze miasta używały oficjalnie nazwy Haga, jako że brzmiało to bardziej dostojnie jako skrót skrót "las hrabiego" - 'des Graven ha(a)ge'".

No, dobra, usiądźmy. Krzesło czeka.