czwartek, 4 lipca 2013

Chorobotwórcza choroba twórcza


Kładę się spać - marzec, wstaje już lipiec - jak ten czas leci...
A już-już miałem gotowy materiał (w głowie) na wpis przemyślany i nieco zmyślony i ku zamyśleniu przy okazji Świąt Wielkiej Nocy... Tymczasem noc minęła pozostawiając we mnie wielką wyrwę jak przekopany ogródek, pełen sztychów po łopacie, który czeka dopiero na nawóz i grabie, a nie zasiew, bo do tego potrzeba zdrowego nasienia, ale o tym za moment.
I jak po kopaniu grządek - trochę bólu w krzyżu, jak dowód istnienia., trochę lęku jak po stracie najbliższej osoby, uczucie osamotnienia i porzucenia. To wielka pułapka przeżywania tego święta, bo faktycznie ból i strata zbytnio przesłoniły mi całą dobrą nowinę i obietnicę... 


Fredo Viola | THE TURN | Pagan Lament
Więc na tę okazję, okazję niemocy po stracie, przy żalu, przy smutku posłuchajcie, proszę, Fredo Violi - Pagan Lament, gdyż wierzę, że dobra żałoba w zamierzchłych czasach nie była li tylko formą smutku, czy wyrazem hołdu dla odchodzących (rzeczy, osób, bogów) ale przede wszystkich umiejętnością zaakceptowania owej straty - nazwania, usłyszenia i zrozumienia bólu, oczyszczenia, jak kto woli.






A potem zaraz, z okazji długiego łikendu, przyśniło mi się zrozumienie pewnej kapitalnej zależności wychowawczo-patriotycznej... Ale matka ma - matczyzna nazbyt dla mnie enigmatycznie rozkraczona - gotów jestem posądzić ją o kupczenie swym świętym ciałem, kiedy tak naprawdę to po prostu stretching, bo ta nowoczesna matka-polka widzi i rozumie nowe czasy już nie tylko przez oka siatki pełnej bułek i kotletów, ale z pozycji jogi i body-balansu. A ja wiszę jeszcze panicznie uczepiony zębami jej piersi, a ona już nie tuli, nie głaszcze, bo jak tu piastować 37-letnie szczenię? I tyleż we mnie jest tęsknoty, co wściekłości. Co to za dziecko, co nie kocha swojej matki? A co to za matka, która sprawia, że dziecko jej nie kocha? Ano, dobra matka, taka, co to stawia na rozwój i samodzielność. E, nie, wyrodna matka, odrzuca, nie pyta, a jak pyta to czy złożyłem już zeznanie podatkowe PIT. I refleksja, że oto raz dane życie, to życie jako takie przekazane; i rodzic rodząc odchodzi, i żyje już tylko o tyle o ile w potomku. To w żywych jest obowiązek opieki nad pamięcią...

evoluado vs kreo
My jednokomórkowe pantofelki ulepione z pramatki, my łożyskowce ssaczo ssące sutki pełne bezpieczeństwa, my okrytonasienni, my stekowce w torbach noszone... 
My strunowce samotne, zagniazdowniki zziębnięte,  my nagozalążkowe...  


 

 


Zanim chwyciłem za pióro (sic!, jakież to były inne czasy!) to znaczy zanim kliknąłem w klawisze - pomyślałem o nieporadności i zaradności Polonii w Holandii - i zaraz o tym zapomniałem... To znaczy zapragnąłem zapomnieć, po tym gdy grupa Lubiących Anonimowość Biznesmenów warząc  w swym laboratorium bulion nowej jakości sama wpadła we wnyki starych lisów.  O czym mowa? Lubiący Anonimowość Biznesmeni wiedzą, reszta niech zapamięta jedno: stary lis faktycznie, ugryźć może tylko o tyle, o ile gotów odgryźć samemu sobie łapę, gdy zbyt blisko dziecięce rączki głaszcząco-podszczypujące, gdy wkoło lasu karczowanie...

I jeszcze wyrzut sumienia w sprawie zbyt wielkiej ilości pomysłów na kreatywność. Szlag by to wszystko trafił! Oddałbym wszystkie moje pomysły w zamiana za jeden, który treść ze sobą niesie, od początku do końca. A tak - jestem płodny niczym biblijny Henoch, tyle, że nasienie moje nie obumiera w płód, w nowe życie, lecz pozostaje uparcie nasieniem. I kamienieje. Znoszę kamienne jaja. Usypuję z nich stosy jak kurhany. I zamiast choćby pisanki łowickie z nich robić - gapię się wokoło na innych i zazdroszczę, zazdroszczę płodności. Więc to przez tę zazdrość może moja niemoc od marca - jak zatwardzenie duszy?

Lecz jeśli tak faktycznie jest to tym bardziej dziękuję Pani Madzi za ten zryw embrionalny, jakże ostrożny i surowy a jakże zmysłowy. ... A co,
pal licho, pal kij! Zresztą sami zobaczcie:



Do następnego! Płodności życzę!