Kim jestem


... nadal nad tym pracuję.

Ktoś powiedział, że ostatecznym aktem twórczym jest odnalezienie swojego miejsca na świecie. A ja dodam: i roli. A tej wciąż szukam.

W dzisiejszych czasach (choć nie jestem pewien, czy tylko w dzisiejszych) jak się nie jest dentystą czy kowalem, to jest się tym, czym akurat człek się para.

Więc póki para w łapach łapie się człek tego i owego w ostateczności szufladkując się w tak rozległe i bezpieczne tematy jak np. artysta czy publicysta, bo te grupy 'zawodowe' są nadzwyczaj pojemne i - niestety - w zbyt wielu przypadkach nie wymagają żadnej, ale to żadnej wiedzy czy zdolności.

Dlatego też pewnie miarą moich sukcesów tak artystycznych jak i publicystycznych mogą być jedynie pełne tyleż wyrozumienia, co zakłopotania i troski słowa moich najbliższych "Ale z ciebie artysta", kwitujące moje kolejne i kolejne początki, zrywy, zapalenia, objawienia itd, itp...

Tak więc, nie będąc wspomnianym dentystą ani kowalem, byłem już terapeutą jak w Titicut Follies, sprzedawcą 'monideł' w Finlandii, pisarzem i żigolakiem, ogrodnikiem wśród 250.000 kaktusów i doradcą HR, który przehandlował leming-karierę w korporacji za ideały krzewienia wolontariatu, doradcą dla polskich migrantów oszukiwanych na lewo i prawo przez wszystkich łącznie z samymi sobą (bo jak wiadomo: Polak mądry po szkodzie) oraz sekretarzem i aktorem amatorem.

CHÓR (jak w greckiej tragedii, dla nadania dramatyzmu):

... I tylko dobry Bóg raczy wiedzieć, co temu urodzonemu w 1976 r. chłopakowi z Susza na Warmii, który nie zauważył, że już dawno jego rówieśnicy stali się mężczyznami i wzięli życie za bary, przydarzy się jeszcze w życiu, z którym on - o dziwo - nie walczy, lecz którym i z którym bawi się jak szczenię...

KURTYNA (i wypłata dywidendy z polisy na życie)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz